Pytanie:
Czy powinienem wysyłać profesorom pieniądze za nielegalne pobieranie ich książek?
James
2018-11-18 05:16:17 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Nielegalnie pobieram prawie wszystkie książki, których potrzebuję do studiów. Chociaż jestem bardziej niż szczęśliwy, mogąc wskazać środkowy palec mafii wydawcy, oznacza to oczywiście, że autor książki nie otrzymuje odpowiedniego wynagrodzenia za swoją pracę.

Ale: jest to dobrze znane że profesorowie nie zarabiają znacznych kwot na każdym sprzedanym egzemplarzu ich podręcznika. Być może 5-15% ceny sprzedaży każdej sprzedanej jednostki. Zwykle odpowiada to około 5–10 dolarów.

Mając to na uwadze, czy należałoby po prostu wysłać te nieparzyste 10 dolarów autorowi książki, którą nielegalnie pobieram? Jeśli jesteś profesorem, który jest autorem książki, jak byś się z tym czuł?

Komentarze na temat nagród książkowych, alternatywnych rozwiązań i komentarzy jako odpowiedzi zostały [przeniesione do czatu] (https://chat.stackexchange.com/rooms/85960/discussion-on-question-by-james-should-i-send-profesorowie-10-dolarow-za-nielegalnych).Przeczytaj [to FAQ] (https://academia.meta.stackexchange.com/q/4230/7734) przed opublikowaniem kolejnego komentarza.
Chociaż jest to uczciwe i uzasadnione pytanie, rodzi idee etyczne, które lepiej byłoby omówić na innym forum.OK, nie widzę etyki, ale filozofię lub coś w tym kierunku.
„… czy należałoby…” To wydaje się raczej subiektywne określenie.Powinieneś wcześniej zdefiniować „odpowiedni” (a wtedy odpowiedź prawdopodobnie stanie się już dla ciebie jasna).W przypadku pytań i odpowiedzi, takich jak StackeExchanges, nie jest to dobre rozwiązanie, ponieważ odpowiedzi będą w większości uparte i podobne do ankiet, w których nikt się niczego nie uczy.Można ewentualnie zadać różne pytania, które byłyby całkiem interesujące (np. „Dlaczego podręczniki naukowe są tak drogie?” Lub „Dlaczego autorzy płacą tylko niewielką część całkowitej ceny sprzedaży?”).
Czy mógłbyś wyjaśnić, co rozumiesz przez „nielegalne pobieranie”?W większości krajów pobieranie „pirackich” mediów jest całkowicie legalne.Szczegóły mogą mieć znaczenie.
Niestety żadna z dotychczasowych odpowiedzi nie dotyczyła możliwości, że autor (autorzy) już nie żyje.Skupili się wyłącznie na żywych autorach, odrzucając przypadek zmarłych autorów.Jeśli ktoś to robi (pobierz prawie wszystkie książki do swoich studiów), to prawdopodobieństwo pobrania co najmniej 1 książki od zmarłego autora (ów) nie jest bez znaczenia.Jednak jak dotąd ta sprawa była całkowicie ignorowana ...!
Siedemnaście odpowiedzi:
#1
+186
cag51
2018-11-18 05:34:10 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Mając to na uwadze, czy należałoby po prostu wysłać te nieparzyste 10 dolarów autorowi książki, którą nielegalnie pobieram?

Po pierwsze, martwiłbym się o Twoje narażenie prawne . Skutecznie przyznałbyś się do piractwa.

Po drugie, nie możesz jednostronnie zmieniać warunków sprzedaży. Kiedy profesor opublikował książkę, zgodził się sprzedać ją za pośrednictwem wydawcy w zamian za określone warunki. Prawne i (moim zdaniem) etyczne opcje to zaakceptowanie lub odrzucenie tych warunków; nie możesz zamiast tego wymyślać i realizować własnych warunków, nawet jeśli wydają się one rozsądne. Krótko mówiąc, jest to racjonalizacja. (To powiedziawszy, osobiście przychylam się do twoich obaw związanych z wykorzystywaniem przez firmy wydawnicze studentów).

Dlatego „właściwą” rzeczą jest kupowanie książek za pośrednictwem legalnych kanałów.

Jeśli jesteś profesorem, który jest autorem książki, jak byś się z tym czuł?

Nie jestem profesorem, ale uczyłem i napisałem książka z tysiącami sprzedanych egzemplarzy. Jestem pewien, że tracę pieniądze z powodu piractwa, ale nigdy nie otrzymałem takiej płatności, jak opisujesz.

  • Realistycznie, gdybym miał otrzymać gotówkę anonimowo, prawdopodobnie zachichotałbym i zgarnął gotówkę, a może odłożyłbym ją na kilka lat, aby zobaczyć, czy coś z tego wyniknie.
  • Gdybym otrzymał pieniądze od znanego ucznia, byłbym bardzo zaniepokojony pozorem niestosowności i nie przyjąłbym tego. Byłbym również zaniepokojony tym, czy powinienem zgłosić piractwo, chociaż prawdopodobnie bym tego nie zrobił.
  • Gdyby to się „przylgnęło” i otrzymywałem od wielu piratów niebagatelną kwotę pieniędzy, trzeba porozmawiać z wydawcą i poprosić o poradę.
Komentarze nie służą do rozszerzonej dyskusji;ta rozmowa została [przeniesiona do czatu] (https://chat.stackexchange.com/rooms/85980/discussion-on-answer-by-cag51-should-i-send-professors-10-dollars-for-illegally).
#2
+126
Dan Romik
2018-11-18 14:49:23 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Uważam, że moralistyczny ton niektórych innych odpowiedzi jest nieco niesmaczny, a także nieprzydatny. Jest dla mnie całkiem jasne, że nie przyszedłeś tutaj, aby poprosić o ogólny wykład o zaletach i wadach piractwa podręczników i innych treści cyfrowych, a jest to rodzaj wiedzy, która już istnieje w milionach różnych miejsc i nie jest. warto powtarzać. Miałeś konkretne pytania, na które nie odpowiedziano nigdzie indziej, więc postaram się na nie odpowiedzieć.

Mając to na uwadze, czy byłoby stosowne po prostu wysłać te nieparzyste 10 dolarów autorowi książki, którą nielegalnie pobieram?

Nie wydaje mi się, żeby było nic niestosownego w samej czynności wysłania 10 dolarów autorowi książki , bez względu na powód. Powinienem jednak podkreślić, że nie oznacza to, że uważam, iż wszystko, co robisz, jak opisałeś, jest „właściwe”. W zakresie, w jakim niektóre inne rzeczy, które robisz, są nieodpowiednie, nadal będą nieodpowiednie, nawet jeśli wyślesz 10 USD autorom książek.

Jeśli tak profesor, który jest autorem książki, jak byś się z tym czuł?

Cóż, jestem profesorem, który jest autorem książki. * Byłbym trochę rozbawiony , ale przeważnie obojętny. Nie myślałbym o tobie więcej za zrobienie tego, ale nie pomyślałbym też o tobie mniej (w porównaniu z moją opinią o kimś, kto piratował moją książkę, ale nie wysłał mi 10 dolarów). Prawdopodobnie pomyślałbym, że miałeś przyzwoite intencje, ale wyrażałeś je w sposób, który był nieco błędny.

Czy mam wysłać profesorom 10 dolarów za nielegalne pobranie ich książek?

cytat blokowy>

Samo wysłanie 10 dolarów autorom nie jest strasznym pomysłem i pozornie jest po prostu nieszkodliwe i nieistotne (w przeciwieństwie do samego aktu piractwa, który jest o wiele bardziej konsekwentny, ale nie jest tym, o co prosiłeś o, więc nie będę o tym rozmawiać). Nadal odradzam, ale nie z żadnego z powodów, o których wspominali inni. Przede wszystkim myślę, że gdybyś to zrobił, byłby to sposób na oszukanie siebie i przekonanie się, że ten akt oczyszcza twoje sumienie i zwalnia cię z etycznej odpowiedzialności za akt nielegalnego pobrania książki. To rodzaj wykrętki: chcesz nielegalnie pobierać książki, ale jednocześnie chcesz myśleć, że jesteś osobą etyczną, więc wymyśliłeś plan, aby pozwolić sobie na myślenie, że osiągnąłeś oba cele ale za ułamek „normalnej” ceny. Cóż, obawiam się, że nie wysiadasz tak łatwo. Etyka nie działa w ten sposób.

Podsumowując, nie mogę ci powiedzieć, co powinieneś zrobić, ale cokolwiek robisz, radzę posiadać swoje działania. Jeśli zdecydujesz się pobierać książki nielegalnie, zrób to po dokładnym zapoznaniu się z tym, co to oznacza i jakie są konsekwencje (etyczne i inne) - dla siebie, dla autorów książek, dla wydawców, dla innych czytelników i osób, które stałyby się czytelnikami książki, które mogą nigdy nie zostać opublikowane itp. - i upewnij się, że możesz bronić swojej decyzji i być z nią w zgodzie. Ale nie sięgaj po niedopracowane rozwiązania, takie jak wysyłanie groszy autorowi książki, aby poczuł się lepiej i udawaj, że nie musisz już myśleć o tym problemie. Prawda jest taka, że ​​ musisz pomyśleć więcej o tym problemie. To skomplikowana sprawa, a myślenie o niej w miejscu, w którym myślę, że obecnie się znajdujesz, dopiero zaczyna zarysowywać jej prawdziwą złożoność.

Dzięki za interesujące pytanie!

* W rzeczywistości moja książka nie może być piracka, ponieważ udostępniam jej cyfrową kopię za darmo na mojej stronie internetowej (z różnych powodów, w tym ze świadomością, że jeśli tego nie zrobię, piracka kopia prawdopodobnie i tak będą dostępne), oczywiście za zgodą mojego wydawcy. To, co napisałem powyżej o tym, jak bym się czuł, odnosi się do mojej najlepszej próby wyobrażenia sobie hipotetycznego scenariusza, w którym napisałem książkę, której nie rozdawałem cyfrowo za darmo. Ale myślę, że i tak jest to dość trafne przypuszczenie.

Nie należy lekceważyć konsekwencji prawnych wysyłania komuś pieniędzy w celu zadośćuczynienia za piractwo.Nie chodzi tylko o podatki, które odbiorca musi zapłacić, ale teraz, gdy odbiorca sprzedaje nielegalne kopie swojej pracy, wydawca może interweniować dość surowo.
W całej idei przeszkadza mi to, że aspekt prawny to aspekt prawny i są na ten temat różne poglądy (popieram perspektywę Open Access; UE dołożyła wszelkich starań, aby ją egzekwować) - jednak PO próbujezatrudnić prof do ich poglądu na to, jak powinien wyglądać uprawniony zwrot kosztów dla autora.Właśnie to naprawdę niepokoi mnie w tej propozycji;nie każdy, kto przyjmie pieniądze, zda sobie sprawę, że gra według arbitralnie wymyślonych reguł gry OP.
@Bent, gdyby ktoś wysłał mi 10 dolarów bez pytania, nie uważałbym siebie za „kradzież nielegalnych kopii mojej pracy”, ani nie sądzę, żebym był prawnie współwinny nielegalnej sprzedaży w jakikolwiek sposób (pomyśl o tym w ten sposób: byłoby bardzo problematyczne, gdyby prawo miało taką lukę, która umożliwiałaby uczynienie kogoś przestępcą, wysyłając mu tylko 10 dolarów).Powinno być bardzo jasne, co zdecyduje się OP to 100% na niego.
@Bent, jeśli chodzi o podatki: tak, może, ale myślę, że zbytnio się nad tym zastanawiasz.Profesor zawsze może zdecydować o przekazaniu pieniędzy na cele charytatywne / przypadkowej osobie potrzebującej, a nawet wyrzucić je do kosza (lub zgłosić w podatkach, jak każdy inny dochód).Ponownie, każdy jest odpowiedzialny za swoje działania, więc nie rozumiem, dlaczego to, co profesor robi z pieniędzmi, powinno mieć jakiekolwiek znaczenie dla OP.(Ale ogólnie całkowicie się z tobą zgadzam, dobrze jest być świadomym kwestii prawnych związanych z tym pytaniem, które są dość ważne.)
„Pomyśl o tym w ten sposób: byłoby bardzo problematyczne, gdyby prawo miało taką lukę, która umożliwiałaby uczynienie kogoś przestępcą, wysyłając mu tylko 10 dolarów”.Źle to zrozumiałeś.Nikt nie może zostać przestępcą przez wysłanie mu pieniędzy.Ale zmuszasz tę osobę do zrobienia czegoś.Jeśli dana osoba zdecyduje się zatrzymać pieniądze, to jest dochód, powodem w tym przypadku jest rekompensata za nielegalną kopię.Teraz jest w konflikcie z umową z wydawcą.Zwrot pieniędzy?Ale komu?Zakładam, że pieniądze są wysyłane bez adresu zwrotnego.Pozostaje tylko zgłosić to na policję.cd
cd .. jeśli bank przez pomyłkę wpłaci pieniądze na Twoje konto, jesteś prawnie zobowiązany do zgłoszenia tego do banku.Nie możesz po prostu zostawić pieniędzy lub co gorsza je wydać, nawet jeśli nie jest to twoja wina.W takim przypadku albo wiesz, że pieniądze są przeznaczone na bootlegową kopię książki, albo, co gorsza, nie wiesz, do czego one służą.W takim przypadku prawo wymaga, abyś zakładał najgorsze.Nie jesteś przestępcą dla kogoś, kto przesyła Ci pieniądze, ale nie dokładasz wszelkich starań, aby upewnić się, że nie robisz czegoś złego.
@Bent OK, rozumiem, ale myślę, że podchodzimy do tego z różnych punktów widzenia.Gdybym to ja otrzymywał pieniądze, traktowałbym to jako prezent od entuzjastycznego czytelnika (niezależnie od tego, co czytelnik twierdzi, co jest nieistotne z mojego punktu widzenia) i nie martwiłbym się o żadne rzeczy, które ty ”Martwię się, może poza kwestią podatkową, w sprawie której skonsultowałbym się z moim księgowym.Nie jestem odpowiedzialny za pomaganie organom prawnym lub wydawcom w zwalczaniu piractwa (nawet mojej własnej książki) i nigdy nie obiecałem mojemu wydawcy, że nie będę przyjmował prezentów od czytelników.
@DanRomik Mam nadzieję, że nigdy nie dostaniesz pieniędzy od kogoś, kto sprzedał marihuanę lub coś podobnego w stanie USA, w którym nie mieszkasz. Jeśli to zrobisz, będziesz wiedział, jak przeliterować „przestępstwo” i „koniec kariery”.Nie znam żadnej jurysdykcji na świecie, w której nie powinieneś wiedzieć, skąd pochodzi każdy cent twojego dochodu i jeśli nie wiesz, że sam jesteś winny.
@Bent, to naprawdę interesujące, dzięki.Chyba przekroczę ten most, kiedy do niego dojdę.Swoją drogą, czy możesz mi podać nazwę przestępstwa, które popełniłem, otrzymując pieniądze nieznanego pochodzenia?Nie wierzę ci, po prostu ciekawi.
Komentarze sugerują, że wydawcy nie naruszają żadnych norm etycznych i tym samym są bez winy.To bardzo rzadko się zdarza.Wydawcy generalnie nie przestrzegają swojej etycznej odpowiedzialności za udostępnianie swojej wiedzy każdemu człowiekowi na ziemi. Zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka (art. 28) każdy ma prawo uczestniczyć w postępie naukowym.Sztuka.28 uznaje, że autorzy mają prawo do ochrony interesów moralnych i materialnych, ale nie widzą prawa do ochrony interesów przysługującego wydawcom.
@Bent, jeśli ktoś wyśle mi pieniądze z komentarzem „Dziękuję za wspaniałą książkę!”Nie widzę z tego powodu szansy na kłopoty prawne.Dan Romik: Tym razem podoba mi się twój pogląd na tę sytuację
@Bent Zgodnie z tą teorią prawną, czy każdy kościół, którego członkowie byli związani z mafią, nie byłby prawnie współwinny swojej działalności?Gdyby podmiot mógł zostać oskarżony o otrzymywanie anonimowych darowizn z wątpliwego źródła, myślę, że dość duża liczba organizacji charytatywnych nie byłaby w stanie kontynuować działalności.
@Bent Czy masz źródło tego?Nie ma domniemania, że dana osoba będzie w stanie rozliczyć się z każdego grosza swojego dochodu iz pewnością nie ma wymogu, aby jednostka próbowała dowiedzieć się, skąd osoby płacące jej pieniądze otrzymały te pieniądze (jeśli mają rzeczywistą wiedzę, żesą wypłacane jest nielegalnie, to jest zupełnie inna sytuacja).
@Christian „Wydawcy na ogół nie przestrzegają swojej etycznej odpowiedzialności za udostępnianie swojej wiedzy każdemu człowiekowi na ziemi” - zakładając, że * jest to w ogóle * etyczna odpowiedzialność, a * ich * odpowiedzialność w szczególności.
@Christian Czy mógłbyś spróbować stworzyć odpowiedź, która odpowiada OP i zawiera więcej informacji o tym, co właśnie powiedziałeś?Chciałbym dowiedzieć się więcej o tym, o czym wspomniałeś.Czy to kogoś w jakikolwiek sposób wiąże?A jeśli nie, to czy jest oficjalnie uznawany lub wspierany przez jakiekolwiek rządy lub inne duże grupy?
@Aaron Powszechną deklarację praw człowieka można znaleźć w Internecie.Błędnie cytuje artykuł 27 (nie 28), który * nie * przyznaje człowiekowi prawo do swobodnego dostępu do wszelkich treści naukowych.Mówi w całości: „(1) Każdy ma prawo do swobodnego uczestniczenia w życiu kulturalnym wspólnoty, do korzystania ze sztuki oraz do udziału w postępie naukowym i jego dobrodziejstwach. (2) Każdy ma prawo do ochrony moralności.oraz korzyści materialne wynikające z jakiejkolwiek twórczości naukowej, literackiej lub artystycznej, której jest autorem. "
@Aaron Artykuł ** 28 ** mówi: „Każdy ma prawo do porządku społecznego i międzynarodowego, w którym prawa i wolności określone w niniejszej Deklaracji mogą być w pełni realizowane”.
@Bent,, czy naprawdę mówisz, że ** darowizna o znikomej kwocie ** jest dochodem podlegającym opodatkowaniu, tak jakby była zapłatą za towar / usługę?
@AndreaLazzarotto Oczywiście.Jeśli student przesyła pieniądze autorowi książki, ponieważ jest autorem książki - dlaczego nie miałaby to być zapłata za towary lub usługi?Dopóki jest niewielu studentów, którzy to robią, moja deklaracja podatku dochodowego ma jednak zwolnienie, które otrzymujesz, jeśli nie sprzedałeś rzeczy, które doprowadziły do zarobków powyżej 400 € w danym roku.
@cbeleites, zakładasz bezpośrednią transakcję biznesową między uczniem a autorem książki.Jeśli Alicja i Bob zgodzą się wymienić plik PDF książki za 10 $, jest to umowa sprzedaży.Jeśli Alicja „ukradnie” własność Boba bez zgody Boba, a następnie zdecyduje się przekazać mu 10 $, nie dochodzi do sprzedaży ani umowy.Kwota jest znikoma, więc nie podlega opodatkowaniu.
Ta odpowiedź wydaje się po prostu pomachać ręką „najwyraźniej jest to etycznie niewłaściwe”, ale nie uważam tego za przekonujące - zgodnie z drugim imperatywem Kanta możemy zobaczyć, „jeśli wszyscy to zrobią, co się stanie” i, cóż, autorka wyzdrowiałazrekompensowane;nadal tworzy pracę, a „pogoń za rentą” wydawcy zostaje zdławiona.W ramach etycznych, według których megakorpus mediów nie powinien mieć możliwości wykupywania polityków w celu masowego rozszerzenia praw autorskich, wydaje się to całkiem etyczne.
Czy powiedziałbyś więc, że biorąc pod uwagę tę „złożoność”, obecny system jest właściwie całkiem dobry, a ceny całkiem rozsądne?
#3
+36
Buffy
2018-11-18 05:34:09 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Właściwie to, co powinieneś zrobić, jeśli chcesz postępować etycznie, to zakup legalnych kopii skradzionych książek.


Ta odpowiedź wywołała wiele kontrowersji. Pozwólcie, że wyjaśnię trochę tło i myślenie za nim. Dokończenie edycji zajmie mi więcej niż jedną edycję, więc prosimy o cierpliwość. Większość tego załącznika pochodzi z komentarzy, które poczyniłem w innym miejscu.

Po pierwsze, nie przedstawiam żadnych argumentów prawnych . Wszystko, co tutaj napisałem, to to, że nieetyczne jest jednostronne zrywanie umowy społecznej, zastępowanie własnych warunków, branie czegoś, co nie jest twoje i czerpanie z tego korzyści bez wynagradzania producentów (zarówno autorów, jak i wydawców ), którzy wydali środki na jego stworzenie. To obraza twórców. Nie rozmawiałem o legalności. Inni tutaj wydają się próbować, jak OP, znaleźć sposób, aby zrobić to w porządku, gdy istnieje oczywiste, czyste i proste rozwiązanie. Kup kopię prawną. Inne „rozwiązania” są po prostu złudzeniami.

Wydaje się, że OP i inni obecni uważają, że przemysł wydawniczy jest sam w sobie niemoralny i należy go zwalczać. Częściowo się z tym zgadzam, ale tylko częściowo. Ale to nie zmienia etyki tego działania (pobieranie bez opłaty). Ale większość ludzi, którzy myślą, że wydawcy po prostu je oszukują, nie zastanawiała się nad problemem zbyt głęboko. Główne koszty związane z publikacją (papierową lub elektroniczną) to zakup, przegląd, edycja, układ / grafika, produkcja / hosting i marketing. Jest to dodatek do czasu i wysiłku autora (ów), który tworzy pracę. Wszystkie te przedsięwzięcia są kosztowne i wymagają wykwalifikowanych specjalistów.

Część pracy jest wykonywana przez wolontariuszy (często recenzują). Ale redaktorzy kopiujący, którzy ulepszają język i układ / projektanci książek itp., Muszą być opłacani. Wiele osób zajmujących się zakupami, edycją i marketingiem musi być w trasie, odwiedzając (i opłacając) każdą konferencję, jaką mogą znaleźć. Marketerzy także rozdają wiele książek.

Niektórym wydaje się, że koszty książek itp. są po prostu zbyt wysokie, ale zawsze były wysokie. Właśnie przeczytałem, że podręczniki to około 1% kosztów edukacji. Książka do Calculusa (np. Stewart) kosztuje teraz około 10 razy więcej niż moja na początku lat sześćdziesiątych. Ale tak samo jak wszystko inne. Jedzenie, mieszkanie, transport itp. Wydanie Stewarta na podpałkę jest tylko około 5-6 razy większe niż wtedy, gdy moja twarda oprawa była. Pamiętam, że wydałem około 100 dolarów na większość książek z roku i byłem przerażony. Teraz mówi się, że wynosi około 900 dolarów. Przy okazji, nadal mam tę książkę, więc była to dobra inwestycja.

Zwróć również uwagę, że cena pobierana od książek, które odniosły sukces, obejmuje zamortyzowany koszt tworzenia, ale nie produkcji, tych, które nigdy się nie sprzedają. Trudno przewidzieć zwycięzcę, więc wydawcy tworzą wiele nieudanych książek; po kilka za każdy udany. Jeśli różnica w cenie między e-bookami a twardymi okładkami jest wskazówką, około połowa kosztów przypada na produkcję. Co oznacza, że ​​większość kosztów związanych z próbą opracowania większości książek nigdy się nie zwraca. Tak więc wydawcy początkowo pokrywają te koszty, ale wliczają je w cenę sprzedawanych książek. To jest „koszt” wyboru, który płacimy. Jeden model polega na obciążeniu autora kosztem opracowania nieudanej książki. Wyraźnie zniechęcający do pisania.

Innym powodem wysokich kosztów wszystkich książek oprócz podstawowych jest to, że całkowity rynek jest zarówno mały, jak i podzielony przez obecność kilku opcji książek. Wybór ponownie. Gdybyśmy wszyscy użyli Calculus with Analytic Geometry Johnsona &a Kiokemeistera z 1960 roku (dobra książka), to koszt byłby bardzo mały. Ale są nowe książki do wyboru, zwiększając koszt wszystkich, ponieważ większość z nich się nie powiodła, ale nadal pochłaniają zasoby rozwojowe.

Niektórzy twierdzili, że wydawcy mają monopol i że go wykorzystują. Ale wydawcy nie mają monopolu prawnego . Każdy może zaatakować swój model biznesowy. Każdy może zaoferować konkurencję. Jeśli ich marże zysku są skandaliczne, ktoś ma wiele motywacji, aby to zrobić. Ale nikt nie był jeszcze w stanie złożyć wszystkich elementów razem (od zakupu do dystrybucji), aby uczynić go tańszym dla kupujących. Niektóre modele zastępują opłacanych pracowników wolontariuszami, co działa do pewnego stopnia, ale nie wykazano, że jest to skalowane. Marża zysku Apple wynosi 22%. McGraw wynosi 25% (jeden z najwyższych). Tworzenie rzeczy to ciężka praca wielu ludzi.

Nie myśl, że jestem przeciwny systemowi, w którym IP jest darmowe. Ale musi istnieć jakaś zachęta, aby go wyprodukować, inaczej nie zostanie wyprodukowany w ogóle. Napisałem kilka ebooków i stworzyłem oprogramowanie, które zostało pobrane (bezpłatnie) ponad 15 000 razy. Ale to był mój wybór, a nie decyzja kogoś innego, kto próbował podważyć moje życzenia.

Moim preferowanym rozwiązaniem jest praca nad systemem, w którym autorzy otrzymują wynagrodzenie oddzielnie od sprzedaży książek, na przykład w postaci grantów finansowanych z wpływów podatkowych. To sprawia, że ​​tworzenie własności intelektualnej jest naprawdę dobrem społecznym i wspólną odpowiedzialnością. Książki mogłyby być wtedy rozprowadzane bezpłatnie lub sprzedawane po kosztach produkcji lub cokolwiek innego.

Moją największą skargą dotyczącą branży wydawniczej jest po prostu to, że po dwóch latach nie poświęcają wystarczająco dużo czasu na promowanie swoich tytułów. Większość autorów uzyskuje z tego powodu prawie cały dochód w ciągu pierwszych dwóch lat. Zawsze na nowości.

Mimo to mój argument jest etyczny, a nie prawny czy ekonomiczny. Niewłaściwe jest zastępowanie decyzji twórcy czegoś wartościowego decyzją - zwłaszcza jeśli jest to wartościowe dla ciebie.

@Buffy: Głosowałem na odrzuconą twoją odpowiedź, ponieważ pasuje ona do zbyt powszechnego przeciwstawiania się etycznemu pytaniu w formie „jak mogę to zrobić lepiej?”przez „w ogóle nie powinieneś tego robić”.Istnieją przypadki, w których jest to dobra odpowiedź, ale to nie jest jeden z nich, aw każdym przypadku odpowiedź jest długa i pozbawiona uzasadnienia.Jestem przyzwyczajony do znacznie lepszego od ciebie.
Zgadzam się z tą odpowiedzią z wyjątkiem słowa „skradziony”.Piractwo cyfrowe jest problematyczne z etycznego punktu widzenia iw wielu (prawdopodobnie w większości) okolicznościach nieetyczne, ale nie jest tożsame z kradzieżą i nie powinno być z nią utożsamiane.Głosowałem w dół z powodu tej niedokładności, ale cofnę mój głos negatywny, jeśli edytujesz odpowiedź, aby poprawić ten problem.
Negocjowany, ponieważ nie oferujesz argumentu, a jedynie twierdzenieNie jest oczywiste, że nielegalne pobieranie książek jest niemoralne.
Dłuższe dyskusje przeniosłem w komentarzach [na czat] (https://chat.stackexchange.com/rooms/85962/discussion-on-answer-by-buffy-should-i-send-professors-10-dollars-for-illegally) i po prostu zostawił haczyki, czyli bezpośrednią krytykę odpowiedzi.Kontynuuj dyskusję na czacie.Przeczytaj również [to FAQ] (https://academia.meta.stackexchange.com/q/4230/7734) przed opublikowaniem kolejnego komentarza.
Głosowano za, ponieważ jest to odpowiedź na pytanie, co zrobić, jeśli znajdziesz się w posiadaniu pirackiej książki.1. Sprawdzasz to i nie potrzebujesz, więc usuwasz.2. Decydujesz, że ci się podoba, więc kupujesz legalną kopię.Brzmi głupio, ale przyjaciel dał mi kiedyś pirackie kopie swoich ulubionych książek.Przeczytałem po kilka akapitów z każdego, potem kupiłem te, które mi się podobały, a pozostałe skasowałem.
Głosowałem w dół, ponieważ opowiadasz kilka takich historii o publikacjach akademickich, które po prostu nie odpowiadają rzeczywistości.Na początek: ceny w 2018 roku są około 8,5 razy wyższe niż w 1960 roku. Wiele podręczników do rachunku różniczkowego kosztuje obecnie ponad 200 dolarów.Podręczniki do Calculusa z pewnością nie przekraczały 23 dolarów w 1960 roku!Inflacja cen podręczników znacznie przewyższyła inflację, o czym świadczy wiele źródeł internetowych.
@PeteL.Clark, prawie na pewno się mylisz.Byłem tam.Powyżej 100 USD za pięć książek, przy czym Calc jest najdroższy.Oszacowałem 10 razy (z tyłu koperty), co jest zgodne z ogólną inflacją.Dom, który wówczas kosztował 20 000 dolarów, jest obecnie około dziesięć razy wyższy.Prawie wszystko, co wiąże się z nakładami materiałów i pracy jako dominującymi kosztami - jak publikacja.Czesne dla osoby prywatnej wynosiło wtedy około 2 tys. Dolarów rocznie.Teraz ???
„Niektórzy twierdzą, że wydawcy mają monopol i wykorzystują go”.Jest tam miliard wydawców, więc nazywanie tego monopolem jest bezsensowne.Nazywanie całej branży monopolem jest tak samo bezsensowne, jak mówienie „jeśli chcesz uzyskać dyplom, musisz studiować na uniwersytecie, a zatem sektor szkolnictwa wyższego jest monopolem”.
OP niczego nie ukradł i jest nierozsądne, aby osoby niezamożne (tj. Większość ludzi, w tym większość studentów) kupowały egzemplarze przeczytanych książek akademickich.Ludzie nie mają takich pieniędzy, a nawet gdyby tak było, dokonywanie tych płatności nie przyniosłoby korzyści społeczeństwu.-1.
@einpoklum Więc skoro nie jestem bogaty, nie byłoby rozsądne, bym płacił tyle za smaczny posiłek w restauracji z gwiazdką Michelin, a więc byłoby to całkowicie moralne, gdyby nie płacić?
@TobiasKildetoft: Żałuję, że rozważałeś, że dostęp do materiałów akademickich jest podobny do posiłku w restauracji z gwiazdką Michelin.Studiowanie to nie pobłażanie.
@einpoklum Dostęp do określonych materiałów akademickich.W większości przypadków można by zrobić z swobodnie dostępnymi materiałami, ale bardziej efektywne jest wybranie konkretnej książki.Jasne, analogia do restauracji jest napięta do wybuchu, ale miało to podkreślić różnicę między czymś, co jest konieczne, a czymś, co jest lepsze, ale droższe.
@einpoklum, jest ciekawy, że cenisz drogi posiłek, ale nie doceniasz wysiłku i zasobów włożonych w stworzenie podręcznika.„Materiał akademicki” nie tworzy się sam.Fakt, że efektem końcowym mogą być tylko „bity”, nie oznacza, że realne zasoby nie zostały wydatkowane na organizację tych bitów.A może chodzi tylko o to, że „łatwo jest kraść”, więc „można kraść”?Hmmm.Znowu to słowo.Wolisz „nielegalne zabieranie”?OP powiedział, że jest to nielegalne, i oznaczył to etyką.Skupiłem się na części etycznej, właściwie i zilustrowałem niektóre rzeczywiste zasoby.
@einpoklum,, jeśli pobierzesz ebook i natychmiast go wyrzucisz, bez szkody, bez faulu.Ale jeśli pobierzesz go bez płacenia i sam uzyskasz z niego wartość, to wcale nie jest to samo.Dlaczego warto cenić pracę szefa kuchni, a autora i wydawcy nie doceniać?To jest świat, którego pragniesz, ale nie świat, który _jest_.Możesz oczywiście narzucić swoją _will_, pobierając plik, ale nadal jest to nieetyczne.
@Buffy: Nie sugerowałem, że nie cenię wysiłku i zasobów włożonych w tworzenie książki.Ale książka, która jest cenną pracą, nie oznacza, że potencjalni czytelnicy książki powinni zapłacić pieniądze, aby ją przeczytać.
@einpoklum.Moja biblioteka faktycznie pozwoli Ci sprawdzić e-booki bez opłat.To wcale nie jest to samo.Teoretycznie uniwersytet mógłby udostępniać e-booki po zawarciu umowy z wydawcami.Istnieją inne rozwiązania, które stawiają własne „zasady” przed wszystkimi innymi.
@Buffy: Mylisz się, kim są „wszyscy”.„Wszyscy” udostępnili kopie plików - akademickie i nie tylko - wbrew domniemaniu zakazu tego.Tak więc starasz się egzekwować, a nie „zasady wszystkich”, podejmowane przez lobby wydawców.To nie do końca zadziałało dla królowej Anny i na pewno nie zadziała dziś dla chciwego Elsevier i innych.Idea ograniczenia kopii jest przestarzała.
Uważam również, że ogólnie biblioteki i uniwersytety powinny uczestniczyć w ustaleniach dotyczących finansowania publikacji książek.Ale jeśli zrobiła to biblioteka studencka - wtedy nie ma znaczenia (IMHO), czy plik pochodzi z tego serwera, czy z tego serwera;a jeśli nie - potrzebujesz SciHub.Aha, i - wiele / większość ludzi, którzy pobierają prace z Sci-Hub, nie ma uprawnień do wymeldowania się w bibliotekach uniwersyteckich.
Kontynuuj tę dyskusję [na czacie] (https://chat.stackexchange.com/rooms/85962/discussion-on-answer-by-buffy-should-i-send-professors-10-dollars-for-illegally).
Ponieważ nadal nalegasz na zrównanie piractwa cyfrowego z kradzieżą, [tutaj] (http://www.slate.com/blogs/moneybox/2011/12/15/piracy_is_a_form_of_theft_and_copyright_infringement_is_neither.html), [tutaj] (http: // freakonomics.com / 2012/04/02 / copying-is-not-theft /) i [tutaj] (https://www.nytimes.com/2012/03/29/opinion/theft-law-in-the-21st-century.html) to odpowiednia lektura oferująca bardziej zniuansowany pogląd na pytanie.I jak powiedziałem, piractwo wciąż może być złe, nie będąc identyczne z kradzieżą, więc ta niedokładność nie unieważnia wszystkiego, co napisałeś.
@DanRomik, Myślę, że moje stanowisko jest wystarczająco jasne.Twoje też.Daj spokój.
@darijgrinberg: W żadnym wypadku, kształcie ani formie nie było to etyczne pytanie w formie „jak mogę to zrobić lepiej?”Przeczytaj pytanie.Mówi po prostu: „Nielegalnie pobieram książki. Gdybyś był profesorem / autorem, czy byłbyś wdzięczny za 10 dolarów wysłane bezpośrednio do Ciebie?”.I nie sądzę, żeby to pytanie na to odpowiadało, więc być może w końcu twój głos przeciw jest rozsądny.
@Buffy: To będzie trochę długa seria komentarzy na temat tej odpowiedzi, zainspirowana kwestiami poruszonymi wczoraj wieczorem, kiedy skomentowałem ostatni wątek dotyczący „nakazowych ćwiczeń fizycznych”, który skłonił mnie do rozważenia tego wątku,które również widziałem wcześniej i odkryłem, że również opublikowałeś na nim post, a także widziałem, że stworzyłeś go tutaj.Właściwie opublikowałbym to jako oddzielną odpowiedź na te tutaj, ale nie mogę, ponieważ ten wątek jest teraz zamknięty.Przepraszam za drugi wątek;Trochę mnie wkurzyłem, przepraszam, zanim to się mocno zatopiło.
Powiedziałbym, że obaj poczyniliście tutaj kilka ważnych, ważnych punktów, ale także twój post wydaje się ćwiczyć to, co uważam za inne przykłady „skrajnego osądzania”, na które widziałem, jak reagujesz negatywnie w innych transakcjach, i więcejwydaje mi się, że być może nie doceniliście w pełni stanowiska PO w tej sprawie.Nie zalecam, abyś zaakceptował inny system etyczny lub inny wniosek, ale Twój post wydaje się mniej życzliwy niż sympatyczny ton, który w innym miejscu skierowałeś do ludzi o innych poglądach.
Po pierwsze, najmocniej kwestionuję ideę, że „jednostronne zerwanie umowy społecznej i zastąpienie jej własnymi warunkami” jest czymś złym - przynajmniej w takim stopniu, w jakim może być w tym jakikolwiek błąd, to mniej niż toosobistego złożenia ci obietnicy czegoś wartościowego, a następnie wyrzeczenia się tego.„Umowy społeczne” nie są zawierane dobrowolnie ani nie są łatwo z nich uchodzić, są raczej „społecznie pobłogosławioną” mentalnością stadną.Mentalność stadna z zębami, a ty gdzie indziej uderzyłeś w mentalność „stadną”.Możesz argumentować, że być może są potrzebne (kont.)
(kont.), ale mimo to, wydaje mi się, że są one znacznie bardziej podatne na krytykę, a moim zdaniem stanowisko OP jest takie, że kiedy zwykłe metody kwestionowania tych umów społecznych nie działają, bardziej bezpośrednie działaniezbuntowanie się przeciwko nim może być uzasadnione.
Oczywiście można powiedzieć, że autorka również implicite akceptuje umowę społeczną, a więc w efekcie w pewnym sensie stanowi ona rodzaj „zrzeczenia się osobistych obietnic”, ale powiedziałbym, że ignoruje to również fakt własnejprzymus do wspomnianego „kontraktu”, który znowu go łagodzi.Sprawa jest skomplikowana i nie jestem tutaj, aby ją szczegółowo omawiać, po prostu wskazuję na to.Podejrzewam co najmniej, że OP podziela tę postawę i chodzi mi o wyjaśnienie tego w celach sympatyzujących.
Widzę, że w twoim osądzie korzystasz z floty: „brać coś, co nie jest twoje i czerpać z tego korzyści bez rekompensat dla producentów (zarówno autorów, jak i wydawców), którzy wydali środki na jego stworzenie”.a następnie potwierdzając pod koniec, że „własność intelektualna” „potrzebuje zachęty”.Mimo to powiedział dość jasno, myślę, w swoim poście, że powodem, dla którego dałby profesorowi 10 dolarów, było to, że na podstawie źródeł, których użył do analizy sytuacji, stanowiło to „wynagrodzenie” autora..(ciąg dalszy)
(kont.) W związku z tym on faktycznie uważa, że ci, którzy wytwarzają wartość, zasługują na rekompensatę, ale nie zgadza się z systemem tej rekompensaty.
To powiedziawszy, myślę, że Twoim najmocniejszym punktem przeciwko jego kierunkowi działania jest to, że zaniedbał wzięcie pod uwagę, że w łańcuchu dostaw są inni twórcy wartości książki oprócz autora, tacy jak redaktorzy, ilustratorzy i korektorzy wco najmniej, bez którego książka byłaby bardziej jak stos rękopisu bez obrazów, nie tak dobrze zorganizowany i z większymi błędami gramatycznymi i / lub ortograficznymi, niż zgrabny produkt, który prawie na pewno docenia.
Ostatnią kwestią jest to, że należałoby również zrównoważyć negatywne strony buntu, jak to tutaj robi, z negatywami popierania systemu, który sam może być etycznie wątpliwy, co nieuchronnie zrobi się, płacąc cenę rynkową za kopięz książki.Możesz zauważyć, że te pierwsze przeważają nad drugimi, ale powinieneś przyznać, że można również argumentować przeciwnie.Jak już powiedziano, moim argumentem tutaj naprawdę jest sympatyzowanie z PO i opowiadanie się za takimi, jakimi jest, aby promować wyższość jednej lub drugiej pozycji etycznej.
#4
+34
goblin
2018-11-18 09:51:25 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Po dłuższym przemyśleniu nie zrobiłbym tego. Oto kilka powodów:

  • Profesor będzie musiał tracić czas na podjęcie decyzji, czy przyjąć Twoją ofertę, a na pewno mają lepsze rzeczy do roboty.

  • Być może będą musieli zadeklarować takie źródła dochodu, jeśli staną się wystarczająco duże, więc stwarzasz im problemy bez oferowania dużej pomocy.

  • Musisz ukryć swoją tożsamość, w przeciwnym razie będzie oczywiste, że naruszyłeś przepisy antypirackie.

  • Wydawca mógł, ale nie musi, przyczynić się do powstania książki (np. montaż, reklama) i wycinanie ich z obrazu idzie „za daleko” w kierunku nagradzania twórcy treści i odmawiania nagród dystrybutorowi treści.

Krótko mówiąc Nie zrobiłbym tego.

Jednak ja też nie zgadzam się z odpowiedzią Buffy. E-booki są dobrem niedającym konkurencji. Stąd etyka ich „kradzieży” jest dość skomplikowana i moim zdaniem zdarzają się sytuacje, w których „kradzież” dobra niekonkurencyjnego jest dozwolona lub wręcz obowiązkowa. Moim zdaniem nazywanie tego „prostą kradzieżą” jest niewłaściwe. W każdym razie, bez względu na to, czy wyślesz im pieniądze, czy nie, nie czułbym się z tego powodu zbyt winny¹.


¹ Z grubsza: jeśli ebook jest w sprzedaży za 70 USD i kosztuje 90 USD wartości dla Ciebie, kup to. Jeśli ma dla ciebie wartość 50 $, to oczywiście nie zamierzasz go kupić. Więc albo czerpiesz jakąś wartość z tego ebooka („kradnąc” go), albo nie (nie „kradnąc” go). Dlatego powinieneś go „ukraść”, ponieważ społeczeństwo kończy się na 50 $ lepiej wtedy i tylko wtedy, gdy „kradniesz” to. A jeśli po przeczytaniu okaże się, że łączna wartość dla Ciebie przekroczyła 70 USD, powinieneś ją kupić.

Komentarze nie służą do rozszerzonej dyskusji;ta rozmowa została [przeniesiona do czatu] (https://chat.stackexchange.com/rooms/86011/discussion-on-answer-by-goblin-should-i-send-professors-10-dollars-for-illegally).Przeczytaj [to FAQ] (https://academia.meta.stackexchange.com/q/4230/7734) przed opublikowaniem kolejnego komentarza.
Ta odpowiedź jest prawdziwa dla wszystkich e-booków.Dodałbym ponadto, że w szczególności podręczniki „rozpowszechniają” swoją wartość w społeczeństwie w sposób, w jaki inne książki (powiedzmy, fikcja) generalnie tego nie robią;tj. informacje zawarte w podręczniku mają być wykorzystane w produktywnej pracy dla dobra ogółu.
Zgadzam się z tobą w 100%.Niestety mogę oddać tylko jeden głos :-(
„Profesor będzie musiał tracić czas, próbując zdecydować, czy przyjąć twoją ofertę”, można to ominąć, mówiąc po prostu „Podobała mi się książka i wysłałem ci dodatkowe 10 dolarów”.Autor nie ma powodu, aby nie przyjąć prezentu;nie jest oferowany w zamian za prezent.
@pbhj, to całkiem niezły pomysł!
#5
+26
Allure
2018-11-18 18:26:22 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Jeśli jesteś profesorem, który jest autorem książki, jak byś się z tym czuł?

Czułbym się wyjątkowo zirytowany. Nie tylko robisz coś nielegalnego, ale także oszukujesz kogoś z jego pracy. Nie byłoby to spowodowane pieniędzmi - jest bardzo mało prawdopodobne, że napisałem książkę, aby zarabiać pieniądze. Chodzi o sprawiedliwość i uczciwość, koncepcje, które są zbyt podstawowe dla moich wartości, by pójść na kompromis za 10 dolarów. Poza tym fakt, że piratowałeś moją książkę, oznacza, że ​​ktoś ma nawet mniej skrupułów, niż mógłbyś to zrobić.

Najprawdopodobniej zareaguję na natychmiastowe powiadomienie wydawcy. zeznawać przeciwko tobie.

Komentarze nie służą do rozszerzonej dyskusji;ta rozmowa została [przeniesiona do czatu] (https://chat.stackexchange.com/rooms/86031/discussion-on-answer-by-allure-should-i-send-professors-10-dollars-for-illegally).
Ta odpowiedź nie jest jasna;czy mógłbyś to wyjaśnić?Część, która wydaje mi się myląca, polega na tym, że mówisz o oszukiwaniu kogoś w zakresie jego pracy, ale od razu nalegasz „nie z powodu pieniędzy”, ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, aby pisałeś o zarabianiu pieniędzy.Po pierwsze, dlaczego napisałeś książkę?Po drugie, w jaki sposób zostałeś oszukany, jeśli nie z powodu pieniędzy (gdzie czujesz się oszukany właśnie dlatego, że wydawcy nie otrzymali żadnych pieniędzy).Podsumowując, wyjaśnij: 1) Kto jest oszukiwany i jak?2) Jeśli nie dla pieniędzy, dlaczego napisałeś książkę?3) Jeśli nie piszesz dla pieniędzy, dlaczego nie oddasz książki online za darmo?
@Aaron wydawca jest oszukiwany z wykonanej pracy.Myślę, że to odpowiada również na inne pytania.
@Allure W pełni odpowiada na część dotyczącą bycia oszukanym, ale nie odpowiada na część dotyczącą „Dlaczego więc po prostu nie udostępnić danych książki za darmo?”ponieważ możesz to zrobić zamiast tego.Jednak ta część nie jest konieczna, aby zrozumieć twoją odpowiedź i pozostaje jedynie jako ciekawostka.Dziękuję Ci.
@Aaron jest jeszcze jedno pytanie na ten temat - https://academia.stackexchange.com/questions/63951/if-an-author-does-not-intend-to-make-much-revenue-from-a-book-why-not-make-it-o.Z mojego punktu widzenia wydawcy wykonują nietrywialną ilość pracy.Jeśli skorzystam z ich usług, nie mogę już oddać książki za darmo (chyba że udostępnię ją do otwartego dostępu, w takim przypadku muszę zapłacić wydawcy znaczną kwotę).Alternatywą jest nie angażowanie w pierwszej kolejności wydawcy, co znacznie zwiększa nakład pracy związany z wydaniem książki (nie wspominając o jej dystrybucji).
@Allure Miałem na myśli bardziej to, na czym skończyłeś, jak na przykład nie angażowanie się w kontakt z wydawcą.Myślę, że część twojego komentarza sugeruje, że uważasz, że jakiekolwiek redagowanie, ilustrowanie lub jakiekolwiek inne obowiązki, które wykonują, są tego warte i rzeczywiście może tak być.Być może nawet dystrybucja, jeśli nie chcesz samodzielnie hostować ebooka.Jeszcze raz dziękuję.
@Allure, mój wydawca, pozwala mi swobodnie rozdawać moją książkę online, co robię.Nie musiałem nawet prosić o pozwolenie, było to zawarte w standardowej umowie, którą mi zaoferowali.Oczywiście nie wszyscy wydawcy są tak oświeceni i zakładam, że ma to związek ze stylem i grupą docelową książki.Ale nadal: myślę, że przesłanki leżące u podstaw twojego komentarza wymagają ponownego zbadania.Zasadniczo, gdybyś napisał podręcznik i faktycznie nie dbał o pieniądze i chciałbyś je rozdać za darmo, nie byłoby to wcale trudne bez problemów etycznych związanych z oszukiwaniem wydawcy.
@DanRomik Jeśli wydawca zezwala na rozdawanie książki online, w jaki sposób uzyskuje z tego dochód?
@Allure Wiele osób woli ładnie oprawioną kopię książki zamiast czysto elektronicznej wersji lub kilku luźnych arkuszy papieru.
@Allure: Revenue nie jest jedynym celem wydawców akademickich, takich jak Cambridge University Press, który jest wydawcą książki Dana.
@Allure uzyskują dochody ze sprzedaży fizycznych kopii książki.Jest w rozsądnej cenie, a ludzie (i biblioteki) nadal go kupują.W rzeczywistości podejrzewam, że w przypadku niektórych typów podręczników bezpłatna wersja dostępna online może w rzeczywistości zwiększyć sprzedaż wersji papierowej, ale nie mam danych, aby to potwierdzić.Jednak Cambridge University Press może mieć takie dane i może to być kolejny powód, dla którego nie ma nic przeciwko temu.
@DanRomik To dla mnie bardzo zaskakujące, jeśli jest to standardowa procedura dla CUP.Czy pozwolili Ci przesłać ostateczną wersję e-booka, czy tylko wydruk wstępny?Jak wyglądał proces przejęcia?Co dokładnie było w umowie?Ile egzemplarzy książki sprzedali?Jeśli jesteś zainteresowany omówieniem tych rzeczy, zróbmy to na czacie.
#6
+12
Jeffrey J Weimer
2018-11-18 20:14:58 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Podejmij szczerą i pożyteczną akcję obywatelską jako pokutę za (w pewnym stopniu bronione przez własne przekonania) znęcanie się. Zbierz wszystkich studentów ze swojej uczelni. Podpisz petycję do swojego przedstawiciela stanowego (lub jego odpowiednika poza Stanami Zjednoczonymi). Opisz swoją sprawę na podstawie dowodów, a nie subiektywnych stwierdzeń, takich jak „... jest dobrze wiadomo, że ”. Zademonstruj, dlaczego uważasz, że wydawcy mają odpowiednik wirtualnego monopolu na podręczniki, na przykład dlatego, że utrzymują koszty rozpoczęcia działalności wydawniczej na poziomie zaporowym. Zademonstruj, gdzie uważasz, że ich model biznesowy niesłusznie zwiększył koszty podręczników, na przykład dlatego, że stosunkowo wyższe części kosztów podręcznika będą pokrywać pensje na wyższych szczeblach administracyjnych. Przedstawcie argumenty przemawiające za tym, że koszty edukacji znacznie przekraczają możliwości dzisiejszych studentów, nawet w przypadku pożyczek. Zaproponuj i zażądaj odpowiednich działań legislacyjnych w celu rozwiązania problemu.

Rozpocznij ruch, który zrobi coś więcej niż podniesienie (raczej lekceważącej) postawy wobec problemu, a następnie poproszenie o moralne wsparcie na forum dyskusyjnym, co sprowadza się do grosz, który zostanie podany z pogardą. Innymi słowy, o ile podkreślam z bólem, z jakim boryka się każdy student przy pokrywaniu kosztów podręczników, moja propozycja absolutnie nie usprawni działania skutecznej kradzieży podręcznika. Co więcej, jest to tylko o wiele lepsza pokuta niż wysłanie pieniędzy autorowi.

Właśnie przeczytałem, że podręczniki to około 1% kosztów edukacji.Książka do Calculusa (np. Stewart) kosztuje obecnie około 10 razy więcej niż moja na początku lat 60.Ale tak samo jak wszystko inne.Jedzenie, mieszkanie, transport, itp. Wydanie Stewarta na podpałkę jest tylko około 5-6 razy większe niż wtedy, gdy moja twarda oprawa była.Pamiętam, że przez większość rocznych książek wydawałem około 100 dolarów i byłem przerażony.Teraz mówi się, że wynosi około 900 dolarów.Przy okazji, nadal mam tę książkę, więc była to dobra inwestycja.
Chociaż względny koszt może być niski, nadal stanowi znaczny wydatek z własnej kieszeni.Pożyczki i stypendia nie pokrywają kosztów podręczników.Kiedy stoję teraz po drugiej stronie, boli mnie, że studenci zmagają się z koniecznością kupowania książek, które, jak powiedziałeś, znacznie przekraczają koszty, które powinny być rozsądne.Mogę dziś kupić inteligentny telefon prawie za taką samą cenę, jaką zapłaciłem wtedy za mój pierwszy programowalny kalkulator TI.Dlaczego nie mogę dziś kupić podręcznika za taką samą cenę jak wtedy?Czy dzisiejszy papier jest wykonany ze złota czy platyny?
Zobacz: https://en.wikipedia.org/wiki/Moore%27s_law.Nie ma takiego prawa dla papieru.
Jednym z działań obywatelskich, który może faktycznie pomóc, jest praca nad systemem, w którym autorzy otrzymują wynagrodzenie oddzielnie od sprzedaży książek, powiedzmy z wpływów podatkowych.To sprawia, że tworzenie własności intelektualnej jest naprawdę dobrem społecznym i wspólną odpowiedzialnością.Książki mogłyby być następnie dystrybuowane za darmo lub sprzedawane po kosztach produkcji lub cokolwiek innego.
Tak.Prawo Moore'a.Ale wtedy można by oczekiwać, że te same siły w grze zmniejszą koszty we wszystkich branżach.Ewentualnie możemy się zgodzić, że koszty papieru rosną, ale zdajemy sobie sprawę, że koszty materiału w książce i tak stanowią zaledwie ułamek kosztów netto.Nie jestem zwolennikiem wykorzystywania dochodów podatkowych w celu przywrócenia równowagi społecznej.Wolałbym raczej widzieć działania zmierzające do uznania wydawców za monopoli.Widzę to również z drugiej strony, z eksplozją kosztów subskrypcji czasopism dla naszych bibliotek.Błądzimy.
Wydawcy nie mają monopolu _legalnego_.Każdy może zaatakować swój model biznesowy.Każdy może zaoferować konkurencję.Jeśli ich marże zysku są skandaliczne, ktoś ma wiele motywacji, aby to zrobić.Ale nikt nie był jeszcze w stanie złożyć wszystkich elementów razem (od zakupu do dystrybucji), aby uczynić go tańszym dla kupujących.Niektóre modele zastępują opłacanych pracowników wolontariuszami, co działa do pewnego stopnia, ale nie wykazano, że jest to skalowane.Marża zysku Apple wynosi 22%.McGraw wynosi 25% (jeden z najwyższych).Tworzenie rzeczy to ciężka praca wielu ludzi.
Należy również zauważyć, że cena pobierana od książek, które odniosły sukces, obejmuje zamortyzowany koszt tworzenia, ale nie produkcji, książek, które nigdy się nie sprzedają.Trudno przewidzieć zwycięzcę, więc wydawcy tworzą wiele nieudanych książek.Jeśli różnica w cenie między e-bookami a twardymi okładkami jest wskazówką, około połowa kosztów przypada na produkcję.Tak więc wydawcy początkowo pokrywają te koszty, ale wliczają je w cenę sprzedawanych książek.To jest „koszt” wyboru, który płacimy.Jeden model polega na obciążeniu autora kosztem opracowania nieudanej książki.Wyraźnie zniechęcający do pisania.
@Buffy Ciekawe spostrzeżenia.Poszerzyli moje rozumienie problemu.Dziękuję Ci.
W tej chwili piractwo jest konkurencyjnym modelem biznesowym, chociaż istnieją również podręczniki open source lub Creative Commons lub próby ich stworzenia.
@JeffreyJWeimer Nie sądzę, aby rozsądne było próbowanie zastosowania idei prawa Moore'a do czegoś poza sektorem, w którym ma ono zastosowanie. Nawet prawo Moore'a ostatnio nie sprawdza się zbyt dobrze;ale kontekst, w którym był związany z boomem na komputery i „erą cyfrową”.Jeśli już, możesz prawdopodobnie argumentować, że może to zwiększyć względne koszty produktów papierniczych;ponieważ ich użycie jest mniejsze, a zatem popyt ekonomiczny byłby mniejszy.Jestem pewien, że można to prawdopodobnie zrównoważyć lepszymi procesami dzięki technologii, ale „prawo Moore'a dotyczące papieru” prawdopodobnie wydarzyło się w erze prasy drukarskiej.
@JeffreyJWeimer napisał: „Pożyczki i stypendia nie opłacają podręczników”.Czy to coś nowego?Kiedy byłem na studiach, pożyczki i stypendia były dokładnie tym, czego większość studentów w mojej okolicy wykorzystywała na pokrycie kosztów podręczników.W rzeczywistości księgarnia uniwersytecka była zwykle miastem-widmem do dnia wypłaty tych pożyczek i stypendiów, a potem nagle księgarnia uniwersytecka była tak zatłoczona, że trudno było się przenieść.Książki były drogie, ale mniej niż średnia kwota pożyczki / stypendium.
#7
+10
Crowley
2018-11-20 00:28:30 UTC
view on stackexchange narkive permalink

TL; DR:
Zapytaj swojego bibliotekarza, jak zdobyć obowiązkowe podręczniki, artykuły itp. Będziesz zaskoczony, co tak naprawdę mogą dla Ciebie zrobić.


Wątpię, czy jesteś zobowiązany kup książkę, ale raczej weź książkę ze sobą na kurs. Czy ja czepiam się? Prawdopodobnie tak.

Jest znacząca różnica, trudno. W drugim, bardzo prawdopodobnym przypadku, można wypożyczyć książkę w bibliotece uniwersyteckiej na cały semestr, miesiąc, tydzień itp. Za darmo, a wypożyczone przez nią książki zostały sprawiedliwie opłacone z jej budżetu. Zazwyczaj podręczniki są publikowane w wydawnictwie uniwersyteckim, a biblioteka zazwyczaj przechowuje wystarczającą liczbę egzemplarzy, aby zapewnić studentom. Zapytaj swojego bibliotekarza, czy posiada potrzebny podręcznik, i wypożycz go.

Kiedy tam będziesz, zrób sobie przysługę i poproś o dostęp online do czasopism naukowych i wydawnictw poza Twoją uczelnią. Jako student powinieneś mieć również dostęp do takich zasobów - Twoja uczelnia płaci DUŻO za taki dostęp. W końcu możesz stwierdzić, że wcale nie pirat. Powinieneś się przekonać, że - szkoła zapewni ci wszystko, co jest obowiązkowe dla całego badania - książki, sprzęt, oprogramowanie i narzędzia.

Wiele razy słyszałem też „Powinieneś kupić ten podręcznik ...”, ale to na wykładach nauczyciel oczekuje, że my, studenci, będziemy korzystać z książki nie tylko w ciągu jednego semestru i / lub będziemy tam pisać notatki. Wielokrotnie mieli rację, czasami nie.


„bezpłatny” oznacza, że ​​możesz być zobowiązany do corocznego płacenia za dostęp do biblioteki, płacisz za kurs, a dostęp jest część dostarczonego pakietu. Przynajmniej ty lub twoi rodzice płacicie podatki, które wpływają na budżet uniwersytetu, a biblioteka jest jego niewielką częścią.

W rzeczywistości zapłaciłeś za książkę w dniu, w którym zostałeś studentem, i nawet to zauważyłeś.

Myślę, że nie odpowiadasz na pytanie OP.
@einpoklum Kiedy student wypożycza książkę „za darmo” w bibliotece uniwersyteckiej, opłata za tę książkę była dokonywana przez bibliotekę i finansowana przez rząd.OP nie musi nic dopłacać, nic się nie dzieje i nie powstają żadne dylematy moralne.
Ten komentarz jest sednem twojej odpowiedzi per se ...
@einpoklum W odpowiedzi umieściłem komentarz, aby nie polegać na implikacjach: Możesz ją pożyczyć legalnie => płatność została dokonana => nie popełniono przestępstwa => bez dylematu.
#8
+8
einpoklum
2018-11-19 21:02:24 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Absolutnie tego nie rób!

Nielegalnie pobieram prawie wszystkie książki, których potrzebuję do nauki.

Nie bądź taki pewien to nielegalne. Nie sprecyzowałeś, gdzie na świecie mieszkasz, ani gdzie książki zostały opublikowane, ale w niektórych krajach jest to całkowicie legalne, aw innych jest to szara strefa, pomimo przeciwnych opinii.

Chociaż jestem bardziej niż szczęśliwy, mogąc wskazać środkowy palec mafii wydawcy, oznacza to oczywiście, że autor książki nie otrzymuje odpowiedniego wynagrodzenia za swoją pracę.

Wydajesz się zakładać, że ktoś, kto kopiuje jego książkę, doznał szkody lub straty, za co musi otrzymać odszkodowanie. To jest temat filozoficznej, politycznej i czasami prawnej debaty.

Ale… powszechnie wiadomo, że profesorowie nie zarabiają znacznych kwot na każdym sprzedanym egzemplarzu ich podręcznika.

Nie, to wcale nie jest dobrze znane; niektórzy naukowcy tracą pieniądze na publikowaniu książek i / lub nie otrzymują pieniędzy za sprzedany egzemplarz. Jednak ogólnie rzecz biorąc, profesorowie są zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy i nie muszą martwić się o swój dobrobyt materialny, ponieważ mniej lub więcej pieniędzy pochodzi ze sprzedaży książek.

Mając to na uwadze , czy należałoby po prostu wysłać te nieparzyste 10 dolarów autorowi książki, którą nielegalnie pobieram?

Więc prawdopodobnie nie byłoby to konieczne nawet w przypadku moralnego / społecznego / perspektywa polityczna. Ale co ważniejsze: byłoby to niebezpieczne , ponieważ machałbyś flagą nad głową wzywając do zbadania sprawy w sprawie naruszenia praw autorskich. Niezależnie od tego, do czego doprowadzi taki obrót wydarzeń, oznaczałoby to kłopoty, stres, wydatki i dyskomfort dla Ciebie i Twojej rodziny, współlokatorów, przyjaciół itp.

Jeśli jesteś profesorem, który jest autorem książkę, jak byś się z tym czuł?

Przykro mi, że naraziłem studenta mojej pracy na ryzyko prawne, grzywny lub więzienia; Żal mi też, że wziąłem 10 dolarów od prawdopodobnie znacznie mniej zamożnej osoby, która prawdopodobnie potrzebuje pieniędzy bardziej niż ja.

... zamiast tego zrób coś innego:

Wiesz, „podaj dalej”:

  • Jeśli znasz przyczynę, którą wspiera autor - rozważ przekazanie jej.
  • Jeśli piszesz jakieś materiały akademickie lub oprogramowanie - rozważ udostępnienie ich do bezpłatnego pobrania, oficjalnie.
  • Jeśli jesteś tylko studentem - być może wykonuj jakąś pracę wolontariacką, na przykład pomagając uczniom szkół średnich którzy mają problemy z nadążaniem za korepetycjami. Wiele uniwersytetów, związków studenckich i pozaszkolnych struktur społecznych ma tego rodzaju programy wolontariatu, jestem pewien, że możesz je znaleźć.

To nie byłaby „pokuta” za pobranie . Wręcz przeciwnie, wzmocniłoby to tę samą zasadę, którą zastosowałeś przy pobieraniu książki w pierwszej kolejności, że wiedza, badania, wgląd powinny być udostępniane swobodniej, a bardziej ugruntowani powinni pomagać mniej ugruntowanym (np. warunki wiedzy).

"Nie bądź taki pewien, że to nielegalne."Jestem przekonany, że światowe rzeczy skłaniają się ku pobieraniu e-booków bez płacenia za nielegalne, patrz np.https://academia.stackexchange.com/questions/86414/is-it-legal-to-use-sci-hub-in-germany ?, który nie zajmuje się dokładnie tym pytaniem, ale jest dość blisko.
@Allure: Nawet najlepsza odpowiedź na pytanie, do którego się odnosiłeś, brzmi: „Nie wydaje się, aby jedna sprawa sądowa była ścigana za samo pobranie takich materiałów”, a niektórzy prawnicy (i żadna decyzja sądu) uważają ją za „prawdopodobnienielegalne (w przeciwieństwie do: „nielegalne”). I to w wybranym przez Ciebie kraju.
Ta odpowiedź jest oczywiście nieaktualna.Został napisany w Mach 2017. Zobacz moją odpowiedź, która zacytowała sprawę sądową z kwietnia 2017 roku.
Również ETS obowiązuje dla całej UE, więc to więcej niż jeden kraj.
Jest to kontynuowane w drugim pytaniu, ale w skrócie, jeśli ktoś tylko to czyta: prawo reguluje wszystkie materiały objęte prawem autorskim, nie tylko filmy;nie czyni też rozróżnienia, czy piractwo motywowane jest zyskiem, czy nie.
Co?Wyraźnie określa limity „do 15%” i „do 75%”, co sprawia, że pobieranie książki jest nielegalne.Nie rozumiem już, co mówisz.Mam zamiar zapytać o to na Law.SE i na tym poprzestać.
Łączę pytanie z prawem, E i na tym pozostawiam.https://law.stackexchange.com/questions/33639/is-it-illegal-to-pirate-an-e-book-in-the-eu "Sekcja 60c zezwala na kopiowanie tylko do 75% utworu do użytku osobistegobadania, z pewnymi wyjątkami dla mniejszych prac, które prawdopodobnie nie mają zastosowania do monografii, więc nie pozwoliłoby na pobieranie, które opisujesz, gdyby pobieranie było w przeciwnym razie zabronione. ”Nie mam ci nic więcej do powiedzenia - uważam, że jest to nielegalne o ugruntowanej pozycji, a ty po prostu chwytasz się brzytwy.
@Allure: Usunąłem moje komentarze teraz, gdy utworzyłeś link do pytania Law.SE.Myślę, że sformułowałeś to w załadowany sposób.Również twój wniosek z dyskusji na to pytanie jest błędny.Oznacza to, że odpowiedzi nie wskazują, że pobieranie książki z SciHub jest nielegalne w Niemczech;co najwyżej sugerują, że jest to prawdopodobnie nielegalne lub prawdopodobnie nielegalne.
@Allure To brzmi bardziej jak problem dla osoby dostarczającej kopie, niż dla kogoś otrzymującego taką kopię, i odruchowo myślę, że to nie downloader, tylko przesyłający, jak to często bywa w przypadkuprawa (osoby przesyłające _ były_ wcześniej ścigane i miały surowe kary).Ale nie wiem wystarczająco dużo o UE ani o tym konkretnym przypadku, o którym rozmawiacie, więc nie mogę na to nalegać i tylko sugerować, że prawo.SE ludzie popełnili drobny błąd myląc pobieranie z przesyłaniem.
@Allure Ok, po prostu przeczytałem trochę szybciej, jak tylko mogłem.Ponownie wydaje się, że ludzie sugerują, że pobieranie plików jest nielegalne, ale nie udaje im się nawiązać połączenia z tym, jak lub dlaczego ten tekst jest interpretowany w ten sposób.Wydaje się, że ** zakładają **, że pobieranie pliku powoduje kopiowanie, a myślę, że nie jest to takie zgodne z prawem.Nie jest to logiczne;logicznie rzecz biorąc, pobieranie jest tym samym, co powiedzenie „zrób kopię i daj mi ją”, a to różni się od faktycznego robienia kopii.Czy proszenie o kopię jest nielegalne w UE… nie wiem.
@Aaron: To jest bardzo dalekie od mojej odpowiedzi, która w ogóle nie dotyczyła Niemiec.
Przepraszam.Jeśli komuś pojawi się link „zabierz do czatu”, kliknij go.W międzyczasie doszedłem do tego prawa. Odpowiedź E.Przepraszam, jeśli brzmię szorstko Allure;nie próbować być.Możliwe, że pobieranie jest obecnie nielegalne w UE, ale sam ten tekst niekoniecznie oznacza, że tak jest, pomimo odpowiedzi udzielonej przez prawo SE (więc to skomentowałem).Miejmy nadzieję, że dostaniesz tam lepszą odpowiedź od kogoś, kto będzie chciał zgłębić te wszystkie niuanse.
#9
+8
Nate Eldredge
2018-11-19 05:22:15 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Wygląda na to, że wysyłasz pieniądze anonimowo, prawdopodobnie gotówką pocztą, a to rodzi kolejną kwestię: odbieranie anonimowych wiadomości może denerwować ludzi.

Instynktownie przypuszczam, że otrzymam anonimową kopertę, że będzie to coś nieprzyjemnego: oszustwo, nienawistna poczta, molestowanie seksualne, szalone narzekanie lub (w dzisiejszych czasach) wąglik . „Pieniądze od czytelnika, który piratował moją książkę” nie trafią do pierwszej dziesiątki. Jest spora szansa, że ​​zniszczę ją bez otwierania.

Przynajmniej dla wielu osób spowoduje to niepokój o wartości przekraczającej 10 dolarów. Jeśli Twoim celem jest zrobienie czegoś miłego dla autora, prawdopodobnie przyniesie to odwrotny skutek.

Zakładam, że do koperty będzie dołączony miły (anonimowy) list z podziękowaniami, który wyjaśnia, na co są przeznaczone pieniądze.
@FedericoPoloni: Jasne.Chodzi mi o to, że niepokój pojawia się * przed * otwarciem koperty.Nie pomaga w tym włożenie ładnego listu do koperty.
#10
+6
Chris Johns
2018-11-21 16:52:45 UTC
view on stackexchange narkive permalink

To nie jest właściwe.

Poza wszystkim innym stawiasz Profesora w trudnej sytuacji. Mają umowę ze swoim wydawcą na dystrybucję książek za udział w przychodach, omijając to porozumienie, skutecznie czynisz profesora współwinnego i potencjalnie narażasz go na naruszenie kontraktu.

Warto również wspomnieć w tym momencie książki akademickie i techniczne są drogie w zakupie, ponieważ są bardzo drogie w publikacji, wymagające specjalistycznego nadzoru redakcyjnego i zwykle dość wyrafinowanego formatowania i mają tendencję do sprzedawania się w stosunkowo małych nakładach. Jeśli autor chciał umieścić tekst na stronie internetowej lub w inny sposób opublikować go samodzielnie za niższą cenę, miał taką możliwość.

Równie dobrze ignorowanie znanych naruszeń praw autorskich może być postrzegane jako milcząca zgoda, więc mogą szkodzić swoim roszczeniom dotyczącym praw autorskich, przyznając się do piractwa i skutecznie stawiając ich w sytuacji, w której albo tolerują piractwo ich własnej pracy, albo nie zgłaszają żadnego z nich, lub czego szczególnie będą chcieli zrobić.

Możesz argumentować, że są to trywialne obawy, a przyjęcie 10 funtów nie wyrządzi im żadnej prawdziwej szkody, ale kwestionujesz również ich uczciwość, oferując im coś, co można uznać za łapówkę za ignorowanie praw autorskich naruszenie, co jest zwykle traktowane bardzo poważnie w kręgach akademickich.

Istnieją również potencjalne obawy etyczne i zawodowe profesorów otrzymujących pieniądze od studentów za działania wątpliwe z prawnego punktu widzenia.

Tak więc, niezależnie od prawnych kwestii moralnych związanych z pierwotnym piractwem, oddanie autorowi pieniędzy pod ladą zmusza ich do wydania etycznego osądu i prawdopodobnie sprawia im więcej kłopotów niż jest to warte.

Również bardzo głupio byłoby to zaakceptować, ponieważ stawiasz ich w sytuacji, w której możesz wyrządzić im poważną krzywdę, ujawniając transakcję. Na przykład, gdybyś powiedział władzom uniwersytetu, że profesor brał pieniądze, aby zignorować naruszenie praw autorskich, byłoby to dla nich co najmniej bardzo krępujące, prawdopodobnie o wiele bardziej niż dla ciebie. Nie sugeruję, że zamierzasz robić cokolwiek w tym rodzaju, ale stwarza to sytuację, w której możesz.

Podobnie, podczas gdy naukowcy mogą być gotowi przymknąć oko na podejrzanych piractwo podręczników przez studentów, oferowanie im pieniędzy w mniejszym lub większym stopniu zmusza ich do zajęcia stanowiska na ten temat.

#11
+6
Michael Kay
2018-11-23 00:24:45 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Jako autor książki, która sprzedała się całkiem nieźle, ale bez wątpienia jest też trochę piracka, powiedziałbym, że otrzymanie takiej niewielkiej sumy w poście stworzyłoby dylemat etyczny znacznie przekraczający rzeczywistą wartość.

(a) czy mam to zadeklarować podatnikowi?

(b) mam zgłosić to mojemu wydawcy? W końcu wiem, że ukradłeś im 50 dolarów i mogą chcieć podjąć działania.

(c) czy powinienem poinformować policję? W końcu dowiedziałem się o przestępstwie.

Poza tym konwersja 10 dolarów na moją lokalną walutę nie jest warta kłopotów ani prowizji bankowej.

Nawiasem mówiąc, nie Nie lekceważ wkładu wydawcy w całkowitą wartość książki technicznej. Dostarczyli o wiele bardziej użyteczny produkt, niż mógłbym osiągnąć samodzielnie, zarówno pod względem treści tekstowej, jak i wartości dodanej dzięki skutecznej prezentacji.

Jeśli korzystasz z Paypal, możesz otrzymać zaledwie 1 dolara w praktycznie dowolnej walucie i nadal otrzymać co najmniej połowę kwoty na koncie po prowizji.(a), (b) i (c) nadal miałyby zastosowanie.
#12
+5
Dmitry Grigoryev
2018-11-22 19:05:21 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Zrozum, że nie negocjujesz ceny z autorem, ale dajesz mu dowolną kwotę, która nie uprawnia Cię do legalnego korzystania z pobranych książek. To, co robisz, jest zasadniczo prezentem i proponuję, abyś nadał mu etykietę i jako taki traktował. Wręczenie prezentu jasno pokazuje, że odbiorca nie jest zobowiązany do jego przyjęcia (na przykład udzielenia licencji na korzystanie z pirackiej książki), czego nie byłby w stanie spełnić. Drobne upominki nie mają również wpływu na podatki (AFAIK w USA są opodatkowane tylko wtedy, gdy przekraczają 15 000 USD rocznie), więc nie ma powodu, aby ich odmawiać. Zwłaszcza jeśli powiesz autorowi, że chciałbyś mu podziękować za wspaniałą książkę, którą napisali, bez określania, w jaki sposób ją zdobyłeś.

Jeśli określisz swój przekaz pieniężny jako „Oto 10 dolarów za książkę które dostałem z takiej a takiej strony ”, to mówiąc ściśle, autor nie będzie mógł przyjąć twoich pieniędzy. Najwyraźniej brzmisz, jakbyś płacił za usługę (przyznając ci prawa do korzystania z książki), której autor najprawdopodobniej nie będzie w stanie zapewnić, ponieważ byłoby to zabronione przez jego umowę z wydawca. Jedyną rozsądną rzeczą, jaką może zrobić autor, jest odmowa przyjęcia płatności.

Powiedzenie, że coś jest prezentem, nie wystarczy, aby uczynić z tego prezent.Gdybym przestał płacić ogrodnikowi lub sprzątaczce, a zamiast tego robił okazjonalne prezenty, podatnik nie byłby przychylny.
Jeśli sam kosisz trawnik, możesz bez obaw podarować swojemu ogrodnikowi pieniądze.To, co robi OP, jest * dokładnie * prezentem: nie oczekują, że druga strona zrobi coś dla pieniędzy, które wysyłają.
Jest to niewątpliwie wynagrodzenie za pracę wykonaną przez obdarowanego, raczej jak napiwek dla fryzjera jako podziękowanie za dobrze wykonaną pracę.Gdyby profesorowie uzyskiwali w ten sposób znaczne dochody, na pewno podatnik traktowałby to jako dochód.
@MichaelKay W rzeczywistości napiwek dla fryzjera jest znacznie bardziej podatny na opodatkowanie niż pieniądze wysłane profesorowi w uznaniu jego książki.Dopóki fryzjer układa Ci włosy, utrzymujesz z nim ** stosunki biznesowe **.Nie jest tak w przypadku profesora, który napisał książkę, którą lubisz, chyba że profesor ten również udziela ci korepetycji lub bezpośrednio sprzedaje ci swoje książki.
Najwyraźniej nie rozumiesz nawet podstawowych przesłanek sytuacji, jeśli myślisz, że ukradli książkę.Nikomu nie odmawiają dostępu, to nie kradzież.I to nie tylko pedanteria (istotna w kwestiach moralności, etyki i prawa), ale także bardzo ważny element analizy.Prawa autorskie nie są prawem naturalnym, ale są prawem przyznanym przez * demos *, prawo, które zostało dziko wypaczone ze swojej pierwotnej formy;niemniej jednak jest kluczowym elementem analizy od strony prawnej.Równie dobrze mogłeś odpowiedzieć na pytanie dotyczące ciasta, mówiąc „nie rób tego z PVA”.
Punkt @pbhj zajęty, chociaż zapewniam, że rozumiem sytuację całkiem dobrze.
#13
+4
gnasher729
2018-11-18 20:37:41 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Dostałeś podręcznik nielegalnie, nie płacąc, ale myślisz o przekazaniu autorowi pieniędzy. To stawia Cię przed wieloma osobami.

Implementacja nie jest zbyt dobra. Jeśli wyślesz autorowi 10 $, to jest to dochód autora, który należy zadeklarować, jeśli autor chce sam pozostać legalny.

Polecam, abyś się zastanowił, ile ta książka była dla Ciebie warta, i przekazał tę kwotę na cele charytatywne.

Przykro nam, to tylko „dobre samopoczucie”, które w żaden sposób nie rozwiązuje problemu.Oczywiście w każdym przypadku dobrze jest przekazać darowiznę na cele charytatywne, ale nie tylko po to, aby poczuć się lepiej z powodu zła, które zrobiłeś.
@Buffy: Błąd nirwany.Nielegalne kopiowanie książek, a następnie przekazywanie pieniędzy na cele charytatywne nie jest tak dobre jak płacenie za książki, ale lepsze niż nielegalne kopiowanie książek i _nie_ przekazywanie pieniędzy na cele charytatywne.
Hmmm.Więc biorę iPada ze sklepu Apple bez płacenia.W takim razie przekazanie połowy jego wartości na _mojej ulubionej organizacji charytatywnej_ sprawia, że wszystko jest w porządku?Albo zabranie batonika za 50 centów z mojego sklepu na rogu i wrzucenie ćwiartki na niedzielny talerz zbiorczy.W porządku?Zastanawiam się, czy istnieje błąd polegający na „udawaniu etycznego zachowania”?FWIW, myślę, że moja Toyota była znacznie zawyżona, a dealer ma pewne zasady, których nie lubię.Hmmm.
@Buffy zgrzytacz nie powiedział, że „wszystko jest w porządku”, tylko że jest lepsze niż proponowane działanie OP.Brzmi poprawnie i bliżej do odpowiedzi na rzeczywiste pytanie OP niż to, co napisałeś (co również jest w większości poprawne).Odpowiadając na _twoje_ pytanie, przekazanie połowy wartości skradzionego iPada na cele charytatywne nie jest w porządku, ale lepiej jest po prostu ukraść iPada.W jaki sposób to retoryczne pytanie prowadzi dokładnie do dyskusji?Wszystko, co tu napisałeś, dotyczy tylko pytania „czy można nielegalnie pobierać książki?”zamiast faktycznego (i innego) pytania OP.
@DanRomik, nie, nie masz racji.Wszystko, co tutaj napisałem, to to, że _ nieetyczne_ jest jednostronne zerwanie umowy społecznej, zastępowanie własnych warunków, branie czegoś, co nie jest twoje i czerpanie z tego korzyści bez rekompensowania producentom (zarówno autorom, jak i wydawcom), którzy wydali zasoby w jejkreacja.To obraza twórców.Nie rozmawiałem o legalności.Wydaje się, że inni tutaj próbują, jak OP, znaleźć sposób, aby uczynić to _ mniejszym_ ok, gdy istnieje oczywiste, czyste i proste rozwiązanie.Kup kopię prawną.Inne „rozwiązania” to po prostu złudzenia.
@Buffy dzięki, ten ostatni komentarz bardzo wyjaśnia Twoje stanowisko.
@Buffy Może poprawić twoją odpowiedź, edytując jakąś formę twojego ostatniego komentarza do Dana.
@Mr.Mindor, dzięki.Chyba muszę zrobić coś takiego.
Warto było uścisnąć dłoń, przytulić i szczerą wdzięczność.
@Buffy Widziałem kilka przypadków tego „naruszenia umowy społecznej” (przynajmniej jeden z nich prawdopodobnie z Twojej odpowiedzi), ale jest z tym problem: OP _ nie ma takiej umowy z wydawcą lub autorem_.OP nie naruszył żadnej umowy._Nie_ sugeruję, że to sprawia, że jest to etycznie w porządku (w najlepszym przypadku jest to po prostu niegrzeczne, w najgorszym jest obraźliwe i niegrzeczne i nie wynagradza innych za ich pracę, jak mówisz), ale wątpliwe jest, aby jakikolwiek kontrakt został zerwany.
@Aaron, Mówiłem o dorozumianej umowie społecznej, że traktujemy się nawzajem otwarcie i uczciwie.Nie jest to formalnie podpisana umowa.
@Buffy Słyszałem już, że ludzie mówią o takich przypadkach, ale myślę, że błędem jest nazywanie tego kontraktem.Czy to namacalne, metaforyczne czy inne, nazwanie tego kontraktem oznacza, że doszło do zawarcia umowy.Nie mam żadnej umowy z nikim i odmawiam przyjęcia takiej umowy lub umowy.Nie jestem palantem, bo nie jestem palantem, i robię to, co dobre, bo to jest dobre, a nie z powodu jakichkolwiek zobowiązań społecznych, które mam wobec kogokolwiek, ponieważ nie mam takiego obowiązku społecznego.Może się to wydawać gnatem, ale myślę, że to rozróżnienie jest ważne, ponieważ umowa wiele wskazuje.Nie mam żadnej umowy, dorozumianej ani innej.
@Aaron.Wtedy też nikt inny.Zasady Dzikiego Zachodu.
@gnasher729 Dobra sugestia.PO chce zmierzyć szkodę *, którą * moralnie uważają za wyrządzoną i zrekompensować ją.Jeśli moralną troską jest to, że „autorzy mogą nie zarabiać wystarczająco dużo pieniędzy, aby zarabiać na życie i pisać więcej takich książek”, to odpowiednia organizacja charytatywna byłaby taką, która pomaga autorom przy niewystarczających środkach.Ewentualnie organizacja charytatywna, taka jak Internet Archive lub lokalna biblioteka, która promuje czytelnictwo, a tym samym rozszerzenie rynku dla autorów.
#14
+2
Dikran Marsupial
2018-11-22 16:18:45 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Gdyby ktoś nielegalnie odebrał Twoją własność intelektualną i sam zdecydował, ile powinien za nią zapłacić i na jakich warunkach, byłbyś z tego zadowolony? Podejrzewam, że nie, w takim przypadku prawdopodobnie nie powinieneś tego robić innym ludziom. Złota zasada („czyń innym”) to dobry początek w akademickich kwestiach etycznych i dotyczy zarówno wydawcy, jak i profesora.

Zredagowany, aby dodać. Gdybym był autorem, nie chciałbym, aby pieniądze za moją książkę były przesyłane inaczej niż za pośrednictwem wydawcy, któremu przypuszczalnie już przekazałem prawa autorskie w zamian za zapłatę, ponieważ zaakceptowanie tego stanowiłoby naruszenie „złotej zasady” .

Nie można „odebrać” czyjejś „własności intelektualnej”.https://www.gnu.org/philosophy/not-ipr.en.html
@nemo nie ma czegoś takiego jak „dowód Stallmana”.To jest opinia jednej osoby, a nie fakt.
Następnie możesz poprawić swoją odpowiedź, używając mniej obciążonego języka.
@Nemo, w języku użytym w mojej odpowiedzi nie ma nic „obciążonego” (mogłem użyć raczej „ukradł” niż „zabrał”).Stallman może pomyśleć, że nie możesz odebrać komuś adresu IP, ale to nie oznacza, że jest to prawdą.Zapytaj muzyka, kto jest plagiatem.
#15
+1
KharoBangdo
2018-11-21 12:46:27 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Jak wiele osób już wspomniało, chcesz uwolnić się od winy za piractwo, wysyłając niewielką kwotę (na jaką Cię stać) do jego twórcy.

Powiedziałbym, nie rób tego. Nie wysyłaj pieniędzy twórcy.

Kwestie prawne / etyczne zostały omówione w innych odpowiedziach / komentarzach. Ściągam też pirackie książki. Są bardzo drogie i na razie nie stać mnie na nie. Jeśli więc podoba mi się książka &, to naprawdę pomaga mi to w moim projekcie / pracy, zostawiam szczegółową recenzję książki w Google, Amazon i in. Wspominam o tym również moim znajomym z mojego kręgu znajomych.

Zasadniczo przejmuję rolę reklamodawcy książki / autora. Moja recenzja / rekomendacja może przyciągnąć więcej ludzi do tej książki & niektórych z nich, bardziej etycznie niż ja, zdecyduję się kupić tę książkę od wydawcy.

Piractwo to bardzo skomplikowany temat. Jednym ze sposobów, w jaki staram się to nie komplikować, jest reklamowanie tego (rzeczy, którą piratuję) większej liczbie osób & pozostawiając szczegółową recenzję Ocena & w Internecie. Nie ma żadnych problemów natury prawnej / etycznej ani dla Ciebie, ani dla twórcy tego podejścia.

Tak i nie.Dochodzi do typowego argumentu „za ujawnieniem”.Nie: oczywiście możesz dać im ekspozycję, ale jeśli oznacza to tylko więcej pirackich kopii, nie jest to odpowiednia opłata.Tak: wygląda na to, że OP piratował książkę i nie chce płacić pełnej ceny, więc recenzja jest lepsza niż nic.ale nie powinien czuć, że spłacił to, opuszczając recenzję.
#16
  0
WoJ
2018-11-19 22:50:31 UTC
view on stackexchange narkive permalink

Należy również wziąć pod uwagę aspekt finansowy: profesorowie ci otrzymają nieoczekiwane pieniądze, których potrzebują, aby w jakiś sposób zadeklarować lub nie.

  • wyjaśnić pochodzenie, jeśli ktoś (urząd skarbowy, grupy zajmujące się oszustwami finansowymi itp.) prosi ich o to
  • Obie sprawy są prawdopodobnie przesadzone o 10 USD (i prawdopodobnie tylko Ty wyślesz im pieniądze), ale możesz bądź dla nich stresujący.

    Zamiast tego wyślij pieniądze na cele charytatywne.

    Kierując się tą logiką, nigdy nie należy dawać napiwków w restauracji.Biedny sługa będzie miał tyle problemów z obsługą tych nieoczekiwanych pieniędzy.
    Napiwek @DmitryGrigoryev: to gotówka (przynajmniej tam, gdzie wyjeżdżam).Przelew bankowy jest w pełni identyfikowalny.Ale oczywiście, jak wspomniałem, 10 USD nie jest warte zmartwień - dodałem odpowiedź za kompletność.(protekcjonalny ton twojego komentarza nie jest przydatny)
    #17
    -1
    jeffmcneill
    2018-11-18 19:42:38 UTC
    view on stackexchange narkive permalink

    Myślę, że rozsądną odpowiedzią byłoby utworzenie anonimowego konta e-mail i zadanie tym autorom tego pytania. To powiedziawszy, nie martwiłbym się, że jakikolwiek pełnoletni profesor będzie głodny, ani też nie martwiłbym się o wydawców, którzy mają nieprzyzwoity motyw zysku z bardzo zawyżonymi kosztami (i bardzo marnotrawnym modelem biznesowym). Jest powód, dla którego następuje ogromna konsolidacja wydawnictw: jest to biznes kapitałochłonny, wysoce zyskowny. Jeśli masz pieniądze wypalające dziurę w kieszeni i chęć wniesienia wkładu, znajdź sposób, aby przeznaczyć te pieniądze na zakupy książek kogoś, kto go na nie stać.

    Jedyną odpowiedzią, jakiej autor może udzielić bez popadania w kłopoty prawne, jest nakazanie przestrzegania prawa i legalnego zakupu egzemplarza książki.W przeciwnym razie radziliby ci złamać prawo ukradzione ich partnerowi (wydawcy).W rzeczywistości rozsądna odpowiedź Jeffmcneilla wydaje się świetnym sposobem wyławiania materiałów do szantażowania autorów.
    W rzeczywistości jest to błędne.Jest wiele odpowiedzi na to pytanie, które nie „radzą” nikomu łamania prawa.Fakt, że ktoś twierdzi, że zrobił coś nielegalnego w żaden sposób nie wymaga, aby osoba ta musiała po prostu powtórzyć uproszczone sformułowanie „legalnie kupić egzemplarz książki”.Przykłady: Przekaż darowiznę na cele charytatywne, kup książkę dla innego ucznia itp. Oczywiście autor w umowie z wydawcą jest ograniczony co do sposobu, w jaki może rozpowszechniać swoje prace, ale nie oznacza to, że ma możliwość swobodnego wypowiadania się.
    Gdyby marże zysku były naprawdę nieracjonalne, istniałby dobry model biznesowy dla nowego wydawcy, który podkopałby konkurencję, publikując podręczniki po znacznie niższej cenie.Więc albo wolny rynek zawodzi na tym rynku, albo marże nie są tak nieracjonalne.
    @DikranMarsupial twoje stwierdzenie albo / albo wydaje się poprawne, ale warto zauważyć, że po pierwsze wolny rynek często nie jest wydajny (między innymi dlatego, że jest mniej „wolny” niż sobie wyobrażamy), a po drugie, uznani wydawcy akademiccy cieszą sięróżnego rodzaju przewagi nad mniej ugruntowanymi, które mogłyby pozwolić im na utrzymanie znacznie wyższych marż zysku i utrudnić nowym wydawcom ich podcięcie.Na przykład autorzy mogą preferować publikację u bardzo znanych wydawców ze względu na dużą wiarygodność i prestiż, który się z tym wiąże.
    „Wolne rynki” z pewnością nie są wolne i istnieje wiele, wiele mylących czynników, które wpływają na ceny podręczników akademickich.Po pierwsze, osoba, która wybiera podręcznik (profesor / wykładowca) nie jest ostatecznym nabywcą (studentem lub rodzicem), więc wrażliwość cenowa jest bardzo niska.Jeśli chodzi o branżę, wydawanie książek jest wysoce dochodowe, kapitałochłonne i „napędzane hitami”, co oznacza, że im więcej tytułów i wcześniejszych list, tym większa rentowność.To napędza konsolidację branży, co oznacza mniejszy wybór.Jest też wiele innych czynników.
    @Dan Romik w dzisiejszych czasach nie jest trudno publikować teckbooki np.Lulu lub LIghtningsource.Podejrzewam, że tak nie jest, to brak sprzedaży spowodowany brakiem reklamy / promocji.Ale to jest jedna z rzeczy, które zapewniają wydawcy komercyjni.Jeśli wydawca ma wysoki prestiż, to właśnie za to płacimy.Powiedziawszy, że od lat pracuję nad podręcznikiem programowania dla moich studentów, który zamierzałem wydać bezpłatnie jako e-book i na papierze po zasadniczo kosztach, ponieważ wiem, że studenci mają ograniczony budżet.


    To pytanie i odpowiedź zostało automatycznie przetłumaczone z języka angielskiego.Oryginalna treść jest dostępna na stackexchange, za co dziękujemy za licencję cc by-sa 4.0, w ramach której jest rozpowszechniana.
    Loading...